diary of fucking reality

rozmośćie się wygodnie, przygotujcie sobie coś do chrupania, a ja tymczasem wszystko Wam opowiem...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

miasto N., 4 luty 2013
Drogi blogu!
Dzisiejszego dnia zalogowałam się z mgiełką wspomnień przysłaniającą wzrok. To wszystko jest... było..., to wszystko tutaj takie mi bliskie. Ileż to razy płakałam, ileż to razy się śmiałam. Prawda jest taka, że na tym tycim skrawku internetu, w tej jednej z kropel w ogromnie wielkim oceanie zapisałam, stworzyłam kawałeczek swojego życia, utrwaliłam, choć nie na papierze. Ten adres, ta strona zawsze będzie dla mnie jak przytulny dom, z mnóstwem poduszek i oknami na dachu... ściany będą szeptać moje dawne tajemnice po wieki wieków. Dlatego cię tak zostawię. Tak, właśnie tak jak jesteś. Dla potomności.
Myślę, że zakończyłam kolejny rozdział w moim życiu. Bardzo ważny, tak jak każdy przedtem i każdy kolejny. Jesteś... Byłeś.., bardzo pomocny w jego pisaniu. Jak prawdziwy przyjaciel. Milczałeś, gdy stukałam w klawisze, ale rozumiemy się bez słów. Słuchaliśmy tej samej muzyki, przebrzmiewającej pomiędzy myślami.
'Mowa jest źródłem nieporozumień.'
Teraz pragnę tylko ten zakończyć rozdział. Dopisać końcówkę, aby móc pożegnać się i zostawić go za sobą.
Ale pamiętaj: po każdym następnym, będzie kolejny, kolejny, kolejny... aż po napis 'Koniec'.
A każdy koniec zwiastuje nowy początek.

Dziękuję
Milkaa


PS river flows in you
04.02.2013 o godz. 16:29
Koniec tygodniowego szlabanu...
i początek czegoś pięknego, witajcie kochani!
Ktoś tęsknił?

Las rąk. Hahaha.
Tagi: #
13.09.2012 o godz. 15:40
Jakoś tu tak pusto i cicho...

I smutno.
Smutno mi.



Gdzieście się podziali wszyscy, do cholery jasnej??!
Spieprzyłam coś? Bo chyba coś musiał zrobić nie
tak -ani widu,ani słychu...
nikogo.
Nikt mnie nie kocha, nikt nie troszczy...
Chociaż pewnie chodzi o to, że nigdy tak naprawdę nie
miałam tu, na bloblo znajomych i niepotrzebnie się
zadręczam myślą, że mnie opuścili. Oszukuję się. Bez
przerwy. No nie.. teraz jest lepiej...
A może to znaczy, że gorzej?
Ostatnio przeglądałam, czytałam to, co udało mi się
spisać w ciągu minionego roku i dochodzę do wniosku... Ah, nie potrafię się docenić. To chyba nowo nabyta
zdolność. Brak wiary we własne zdolności, taak, to mi
się bardzo przyda w życiu..
Dochodzę do wniosku, że ostatnio piszę jakieś bzdury
(czyt: utraciłam zdolność pisania [WTF? Utracić
zdolność pisania?]), kiedyś.. nie wiem czemu kiedyś
miało sens.
Osiągnęłam w większości swoje cele, a teraz...
czuję się PUSTA!!!
Odczuwam inaczej. Czuję, że nie jestem szczęśliwa. Ponoć
jestem... Ale teraz wydaje mi się, że życie, którym żyję
nie daje mi tego, co kiedyś. A kiedyś przecież
twierdziłam, że wszyscy są lepsi ode mnie! Byłam
zarozumiałą idiotką! Śmiałam się z tych, których teraz
obraniam. Dawałam się wykorzystywać (bardziej, niż
dziś!). Byłam zupełnie bezstronna. Dałam sobie zrobić
to, co mi zrobiono. Popełniałam mnóstwo błędów.

A teraz kim jestem?
Czuję się dość silna, wystarczająco, aby powiedzieć że
mogę być silna. Jestem silna, lecz słaba.
****przez chwilę zastanawiałam się nad tym, jaka jestem,
a jaka byłam.


przemówiła do mnie

Doświadczam takich huśtawek, że nie sposób ogarnąć. A ta
piosenka, już ja KOCHAM ♥. Z całą tą delikatnością i
radością, takim uniesieniem, uwielbieniem. Uśmiecham się
leciutko do siebie, chyba inaczej nie mogę... Nie, nie
mogę się zadręczać, nie mogę się smucić dopóki
dźwięki wiszą w powietrzu i osiadają na sznurze do
prania, wśród kolorowych klamerek i uśmiechów słońca.
A dzisiejszą pogodę mogę przecież zlekceważyć.
Taak, będzie dobrze, ktoś się mną zajmie, ktoś zadba,
ktoś skrobnie "komętasz".
Nie burzcie mojej bezgranicznej naiwności. Bo chcę ją
taką, jaką zawsze była. Wiem, to takie naiwne.. :) <--
nieśmiały uśmiech zza firany

A co, jakby tak być delikatną i radosną choć przez
chwilę? Tylko w duszy...
.\
● \
● /
./

wieeelki uśmiech zza firanyyy!!!!
No, dobrze, nie bajeruj, Milkaa, ty nie wiesz, co to
jest nieśmiały uśmiech!

"Śpiewać każdy może!"
Ale pamiętajmy! Pamiętajmy, że nie każdy powinien!
To co, mam się nie uśmiechać?

Ja piszę takie dziwne rzeczy... Bzdury jakieś straszne. Prawdę mówiąc zapisuję wszystkie uczucia, których doświadczam, kiedy piszę notki. Swoje rozmowy z... sobą.

Skasuję to.


-Nie, nie skasujesz.
Tagi: NIC!!!
16.04.2012 o godz. 19:26
...tak też się poczułam, kiedy na Karolinę G i Olę godzinę czekali WM (na Karolinę) i ten Ostatni Idiota, Adrian (na Olę), żeby je odprowadzić. Do domu.
O i ch*j, zrzucaj gnój

Przepraszam! Miałam mnie przeklinać! PRZEPRASZAM!!
Nadal zastawiam się nad tym, czy Ostatni Idiota rzeczywiście jest idiotą. Coś nie potrafię się przekonać ani w tę, ani w tę. Chociaż trochę przeważa szala oznaczona "idiota".
Dzisiaj się podobno uczył na kartkówkę, czy coś i Ola twierdzi, że ma zbawienny wpływ na ludzi (OI coś się ostatnimi czasy pozakochiwał. ponoć) . Ja mam wpływ zdecydowanie gorszy.

"Jestem zła, jestem wściekła! Jestem... szczęśliwa. Jestem... zdrowa jak rydz."-- Enchanted


Dokonuję huśtawki nastrojów. Liny są mocne, ale lęki również. W każdej chwili mogę zachwiać się niebezpiecznie w dole pośród wielkich przepaści, ale mogę również wyskoczyć i latać.

Lubię lekki niepokój, nerwowe oczekiwanie na przygodę. Ten nastrój skłania do refleksji. Kiedy jest się po prostu szczęśliwym, chwile mijają bez zastanowienia, bezmyślnie idą sobie. Teraz jest inaczej. Chwile powinny odchodzić. Nie iść sobie.
Dopiero taki stan daje prawdziwe szczęście, szczęście chwili, które nie przychodzi, trzeba jest życiu wygarnąć.

"Chwile nie zdają sobie sprawy, jak bardzo są ważne"

powiedział pewnego dnia ktoś, kogo nie dane mi jest lub było poznać

***


W ostatniej notce pisałam o samych przyjemnych sprawach...
Faktem jest, że Ola mnie zostawiła. To znaczy kiedyś. Na kilka dni. Nie odbierała telefonów, nie odzywała się, nie zwracała na mnie uwagi.
Kazałam się jej tłumaczyć, nie była skłonna do wyjaśnień...
Jakoś to się teraz ułożyło. Dobrze nam :)

Karolina G miała mieć obcięte włosy. Na szczęście zdołała powalić rodziców jednym argumentem: krótszych włosów nie sposób skutecznie wiązać, a problemem było właśnie uparte nie-związywanie włosów w wykonaniu Karoliny G.



Ale mimo wszystkiego jest dobrze. To znaczy...
Nie jest źle :>



Tagi: x
04.04.2012 o godz. 23:11



Myślę o dziwnych rzeczach. Przeraża mnie to.

Postanowiłam, że dam sobie spokój z durnymi "zakochaniami". Raz za kimś szaleję, a po kilku dniach mam jakieś dziwne wątpliwości.
Teraz się stopuję. Nie będę już NIGDY i NICZEGO wyolbrzymiać.
Żyjmy normalnie.

Hahah, dobre sobie..


W szkole (WRESZCIE!!!) zainstalowali nam te głupie szafki. W sumie to wcale nie są takie złe. Polubiłam je.
Chociaż teraz jest jeszcze więcej przepychanek.
Ale szafką można wyrazić swoją osobowość. Albo jej brak.
Wielka Miłość Karoliny G przykleił sobie trollface'a. K.K. zaszalała i przykleiła na drzwiczkach plakat z uśmiechniętą facjatą Biebera.
Ja osobiście zamierzam kupić olbrzymi fioletowy brystol i wykleić nim całe wnętrze. Na drzwiczkach m.in. zawiśnie Pedobear. Wnętrze ma być urządzone po mojemu i praktycznie (planuję tajny schowek na słodycze). Taki mam zamysł.


Boję się 3 kwietnia.
Panicznie.

Ale próbuję. Próbuję się luzować.
Babcia podsyła mi testy próbne. Robię, choć trochę nieporadnie, bo tyle rzeczy wokół: książka, T-shirt, który trzeba będzie wreszcie pomalować, komputer z blogiem i ...moją nową miłością, mianowicie z Plotkarą.
Pisałam już, że nie oglądam telewizji? Bo po prostu nie lubię. No, poza jedynym kanałem, mianowicie Discovery Channel?
A Plotkara jest od...2007?
A Milkaa nawet się nią nie zainteresowała, dopóki nie przeczytała początku. Oczywiście wszystko zaczęło się od książki...
jak zwykle.

Teraz Milkaa cieszy się jak głupi do sera i ogląda. I ryczy też. I śmieje się również.
Niech Bóg błogosławi stronę!!!

Dobrze, dobrze, nie świruj. Nie świruj.

Tata wyjechał na tydzień do Hiszpanii.
Byłam u Babci H. Lubię tam być.
Tata wrócił. Teraz wraca z pracy o pół godziny szybciej. Dobrze.


Karolina G i jej WM wyglądają tak słodko na przerwach. Te prawie identyczne czarne bluzy, koszulki... Karolina G próbuje mnie udusić za to, że ciągle łażę za nią wzrokiem, ale w pewnym sensie się cieszy. Też się cieszę.


O.O, okazuje się, że 6 dni temu ten blog obchodził urodziny. Po cichutku, nawet mi tego nie powiedział. A ja głupia myślałam, że to dopiero z miesiąc! Ojojojoj, na mnie chyba nie można liczyć... Ależ można! Karolina G dowiodła naukowo.
A potem cały dzień chodziłam z równaniami na rękach.



x.o.x.o
milkaa
Tagi: .
01.04.2012 o godz. 19:13

Mam mętlik w głowie.
***


Przydałby się egzorcysta.
Tagi: NOT
29.03.2012 o godz. 20:48
Ostatnio czytam jakieś takie zboczone książki.
No, dobra, może nie aż tak zboczone. Ale z treścią wystarczającą, aby książkę ukrywać przed tatą, który ma zwyczaj przeglądać to, co aktualnie czytam i wyrokować na temat jakości.
Właśnie pierwsza część "Plotkary" grzeje moje kolana pod kocykiem.

Ogólnie czytam ostatnio nieprzyzwoicie dużo. Babcia Halina twierdzi, że czytanie jednej książki po drugiej nie jest dobre, że trzeba książkę przemyśleć, a czytanie kilku naraz to już samobójstwo.
Że tak powiem, nie zgadzam się.

***


Przygotujcie się teraz na wstrząsającą wiadomość. I TY, nieznajomy bloblowiczu, okaż odrobinę współczucia. Wewnętrznie pozwól sobie na chwilkę ciszy za mą znękaną duszę, która właśnie straciła futrzastego przyjaciela!

Uszanka zde............




Było z nią naprawdę źle. Poroniła (kto wie, zapewne drugi raz). Trzeba było poić ją ze strzykawki. Karmić Gerberkiem. Dostała dwa zastrzyki.
Nie wygrzebała się. Nie podźwignęła tego.
Była taka osłabiona. Nie chciała pić. Nie chciała jeść.
Była Słaba, naprawdę słaba.

I wciąż była taka piękna, puszysta i rozcapierzona...

O nią się nie martwię. Święcie wierzę w istnienie raju dla wszystkich istnień.
Przejmuję się raczej sobą, osieroconą bidotą, która straciła niepodobną siostrzyczkę ze zwichrowanym włosem.

Ale poradzę sobie.
Można mi zarzucać bezduszność, ale moja ogólna wesołość to właśnie próba nie smucenia się.
Próba przetrawienia tego wszystkiego.

Może się to wydać dziwne, ale zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo jestem do Uszanki przywiązana, jak bardzo mi na niej zależy, jak bardzo ją kocham w chwili, kiedy dowiedziałam się, że właśnie ją straciłam.
To było wczoraj. Wczoraj rano. Cały dzień chodziłam jak w transie. Nie potrafiłam tego Olce powiedzieć, a kiedy nadarzała się sposobność ona gdzieś uciekała.
Powiedziałam jej tuż po szkole.
Ogólnie ostatnia lekcja była wf-em doskonałym. Na małej sali dla 1-3. 311. odkąt nasz wychowawca eRoman przesiaduje na chorobowym (niestety niedługo) w-f stał się lekcją, z której można czerpać szczęście. Znaczy się, zależy z kim zastępstwo, ale tak czy inaczej...

Szczęście, szczęście, szczęście, szczęście, PEŁNIA SZCZĘŚCIA!

Mam wszystko, czego kiedykolwiek chciałam i potrzebowałam!
Wspaniałych przyjaciół przede wszystkim. Pewien sukces. Codziennie coś się dzieje!
W ciągu ostatnich 4 tygodni miałam kameralne i niezobowiązujące przyjęcie urodzinowe, 4 piątkowe wypady na lodowisko (w układzie Franek, K.K., Karolina G, Ola), wyjście z klasą do gimnazjum nr 1 i tym samym zmienienie moich poglądów w tej sprawie na iście optymistyczne,
.....i wiele, wiele innych przypadków.

Na lodowisku dzieją się niesamowite rzeczy.
Dzisiaj jeździliśmy po mące. Naprawdę po mące!
A może po lodzie, który przypominał mąkę?

Tygodzień wcześniej Karolina G rozwaliła sobie brodę przez dwóch dezorientujących kolesi którzy, nawiasem mówiąc byli trochę pijani
-Karolina... Ty krwawisz!
Kapało jej w brody po prostu. Na czerwono.
To taki ładny kolorek.

Innym razem K.K. took to the lodowisko (hahah) her cousin. He took two man too.
Jednym z jego kolegów okazał się być moim starym znajomym z sześciolatków. Zabawnie zaprzeczał mojej (prawdziwej i zabawnej) historii o tym, jak to mówił, że jest od wszystkich starszy i nie poszedł do szkoły, tylko do przedszkola, bo tak mu się podobało. Jego kolesi bardzo to ucieszyło. Miło mi.
Później się z nimi biłam. Bo lodowisku.
No, dobra, tak trochę się poprzekomarzałam i przy okazji udowodniłam, że kobieta również posiada MOC.

Ano, właśnie, wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet, bloblowiczki!

Paweł "Głupek" M., jak to go w przedszkolu nazywałyśmy stwierdził, że
-Ty zawsze byłaś taka ostra. Kiedyś jeździliśmy na rowerach w parku, to we mnie wjechałaś i musiałem na chwilę wejść do twojego domu, a twoja mam spytała, czy ja chcę herbatki, a ja to nie chciałem herbatki...

Itd, itd.
No, może jestem ostra. Trochę. Bardzo.

To takie satysfakcjonujące.
No, ale ma Paweł M. prawo tak twierdzić. W końcu dostał z piąchy. W twarz. No, gdzieś nad, czy pod okiem.
Należało mu się.
Dobijały mnie jego skojarzenia.


Był też dni otwarte, połaziłam po szkole.
Pogadałam sobie z panią Gawlik (dosłownie i w przenośni wilką), wicedyrektorką.

Przypomniałam, że ,,stara miłość nie rdzewieje".

W kwestii miłości, to Karolina G przeżywa teraz Tragiczną Miłość. Ja mam udzielać wsparcia, czyli pocieszać wtedy kiedy trzeba, a teraz Karolina G chce, żebym zniechęcała ją do tego człowieka. Ale ja nie wiem, czy mogę to robić.
Ona jest tak ewidentnie zakochana... Nawet mi dzisiaj powiedziała, że przez tego gościa zaprzyjaźniła się ze szczotką do włosów i zaczęła przejmować się, czy aby nie jest koszmarna (w znaczeniu: koszmarnie brzydka).

Nie jest.

poza tym
-A jak dzisiaj ja się na niego popatrzyłam, to on patrzył wtedy na mnie i JAKBY MNIE KOPNĘŁO PRĄDEM. Taki prąd przeze mnie przeleciał.

i te wszystkie

-Ale ona ma DŁUGIE WŁOSY!! I takie CZARNE OCZY i kiedy widzę w jego oczach ten podziw, kiedy ogląda moje rysunki!!

Bo musicie wiedzieć, że Karolina G jest artystką. Niewątpliwie. Wielką artystką.




Ja po prostu tego gościa ubóstwiam. Jak go widzę, to ryczę.



Ze śmiechu.
-Oh, Dave! Marry me?



Bye!

PS Te notkę uznajcie za jeden z tych rozlicznych powrotów "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci!"

Tak, czy inaczej będzie dobrze.




Jest dobrze. Grunt to nastawienie.
Tagi: tagi?
09.03.2012 o godz. 23:32
Już kilka miesięcy temu obiecałam sobie, że kiedy dokończę ostatni tom Harry'ego ustawię sobie takiego złotego znicza na kursor.
Kolejny raz się na sobie zawiodłam ;) i teraz zamiast próbując go złapać na ekranie pomachajcie sobie tą różdżką, która mnie tak podkusiła. będzie tak... magicznie :D
Jak ktoś chce może tym badylem podłubać w nosie Kovu z mojego avatara...
czy coś w tym stylu. JAK KTO CHCE.

***


NO, A TERAZ DO RZECZY


Kto zauważył coś dziwnego na tym blogu?

No, to wyjaśniam (wyczerpująco): ósmego miałam urodziny.
Dlatego napisałam taki głupi opis na górze. Z pośpiechu, chciałam to podkreślić. Już-już go zmieniam...
Nie, no, nie wierzę, że od sześciu dni mam trzynaście lat! A może wierzę? Sama już nie wiem. Jak zwykle.

Ogólnie, to ..po prostu zaczęłam nowe życie! Od Nowego Roku, to w końcu takie moje postanowienie. Wszystko się układa. W dzień moich urodzin z Karoliną (w końcu to również jej urodziny) i torcikiem zrobionym 'na szybko' przeze mnie, z produktów z Biedronki do księdza proboszcza naszej parafii. Złożyć życzenia.
Urodzinowe.
Ksiądz się bardzo ucieszył my zresztą też (on ma fantastycznego psa!), razem składaliśmy sobie dużo życzeń urodzinowych i zdmuchaliśmy świeczki (każdy po jednej). I to akurat w minucie, w której 13 lat temu pojawiłam się. Na świecie.

Jutro coś jeszcze dopiszę.

A tak w ogóle, to.. jestem niepohamowanie szczęśliwa. Z wilu powodów.
14.02.2012 o godz. 20:20
częściowo pisana 16 I 2011

Mam nadzieję, że nie stęskniliście się za mną za bardzo :D



Witam państwa w zimie. Czy wy także czujecie tę magię...
To niesamowite uczucie, kiedy białe drobinki spadają na ziemię...
tworząc 5-cio centymetrową ciapę?
Mnie (i to NIE jest ironia) całkowicie pochłania, cieszy taki widok. Wreszcie mamy zimę. Od kilku dni prawie bez przerwy pada śnieg. Przed biblioteką ktoś już postawił bałwana...
tAAAAAAAk! Bóg wysłuchał mych próśb!!
A ja już żegnałam się z nadzieją...
Ale to zaskoczenie! Zaczęło padać tuż po ostatniej lekcji przez tegorocznymi feriami zimowymi.


Nie zgadniecie po prostu, co udało mi się osiągnąć. No, dobra, to może nie jest takie wielkie coś, ale jednak...

(z internetu)
Nagrodzeni

Wyróżnienia w kategorii „soliści” otrzymali:

- Maryla K., Aleksandra K., Aleksandra CZ., Natalia P., Wiktoria P. oraz Jakub W.

Zdobywcą 3 miejsca jest Sandra Sikacka, 2 miejsce na podium należy do MILKI z bloblo, natomiast nagrodę główną wyśpiewała Paulina K.

Wyróżnienia wśród zespołów otrzymały:

- Kolędziołki, Trio, Zespół Klasy IIIa, Fox i Dziewięciolatki.

Miejsce 3 zajął Zespół Klasy I-VI, brąz zdobył Zespół wokalno-instrumentalny z Zespołu Szkól Sportowych w Nysie, natomiast 1 miejscem jury uhonorowało Klub Miłośników Dobrej Piosenki.

Gratulujemy!


No, nie napisali słowo w słowo tak, ale.. co z tego? Sens jest.
Zdobyliśmy I miejsce!!! Nasze Trio zdobyło wyróżnienie!
A ja II...
nie wierzę w to. Może uwierzę, kiedy dostanę mój dyplom (co, znając moją szkołę trochę może potrwać), bo szkoła narazie go sobie przywłaszczyła, żeby szpanować na tablicy "Nasze osiągnięcia".
Na razie na dowód mego tryumfu :> musi mi wystarczyć ramka cyfrowa, do której muszę w końcu wgrać jakieś zdjęcia.

UWAGI co do naszych występów:
"MILKA przy akompaniamencie gitary i akordeonu wystąpiła w Kiedy dzieckiem jest Bóg, a wszelkim górom i dolinom linii melodycznej utworu podołała oczywiście śpiewająco."

Klub Miłośników Dobrej Piosenki (Zima, zima, zima) nie pozostał w tyle. Z właściwą sobie perfekcją i lekkością balansował pomiędzy nastrojem wyciszenia i energetyczną radością.

Jako ostatnie wystąpiły Karolina, Agnieszka, Natalia (Na jodłach wróble), czyli trzy różne głosy, trzy różne tonacje, jednym słowem – najdoskonalsze Trio tego dnia.
Pragnęłabym przypomnieć, iż było to jedyne trio tego dnia, ale to pomińmy. Nikogo to nie obchodzi.. prawda ;> ?

Było pięknie, po prostu pięknie.
Karolina przestała przeklinać. Ja na serio. Nie spodziewałabym się tego po niej (oczywiście na plus, nie na minus!)
---chwila na przyswajanie tej wiadomości przez Milkę----
W ogóle to teraz jest dziwnie. Bo ona ma tu... bloga. Taak, na bloblo. Bloga. Boję się, że to, co będę tu pisać o jej osobie, o tym co robiłyśmy, nie będzie szczere. Że będzie wymuszone. Bo przeczyta. Ciekawe ile już zdążyła stąd przeczytać. Może wszystko. Teraz już mi to wisi, bo w końcu nie dziwię się, też przeczytałam trochę tego, co ona tam powypisywała, na tym swoim blogu.

Boże, ja jej prawie w ogóle nie znam. Nigdy przecież nie mówi dużo o sobie, a jeśli tak, to nie wiadomo, czy to przypadkiem nie są jakieś kompletne bzdury.
Nigdy jeszcze kogoś takiego prawdę mówiąc nie spotkałam. Nie chodzi mi o to, że jest jakaś niezwykła i cudowna, albo przeciwnie. Po prostu... Jest z takiego typu ludzi z jakim jeszcze się nie zetknęłam. W zachowaniu, warunkach życiowych i tak dalej.
Pewnie dziwnie to brzmi. Co z tego.
Jak już zaczęłam o tym gadać, cóż. Brnijmy w to dalej.
Hmmm... Dobrze pamiętam, jak moje kochane "przyjaciółeczki", któe miały mnie w dupie i zajmowały się mną tylko wtedy, kiedy miały taki kaprys strasznie się na mnie wkurzyły, kiedy to ja zaczęłam mieć je w dupie i podczas przerw chodziłam do K.K. i jej 'zjebów' jak to lubi mówić. No i pewnego dnia wyciągnęły mnie podstępem do parku, miałam iść z Nat "na rolki". Z Pyśką bym nie poszła, ale z nią owszem. Nadal ją lubię. Oprócz tego, że czasem przemienia się z podstępną świnię. I że zrujnowała mi pół roku, które przeznaczyłam na użalanie się nad moim losem. Ale wybaczyłam jej.

Tak w ogóle to durna jestem. Może już kiedyś Was uprzedzałam.


No... po prostu Karolina, że tak powiem to dała mi przeżyć tamten rok szkolny. Nie wiem, czy o tym wie, ale przez jakiś czas uważałam ją za przyjaciółkę. Nie wiem czemu mnóstwo osób twierdziło, że ja ją uważam za Najlepszą Przyjaciółkę a ona mnie za taką byle jaką znajomą i ogólnie się ze mnie naśmiewa czy coś. Nie wiem, czy to ogólnie była jakaśtam prawda, czy nie. Teraz mi to wisi, ale kiedyś byłam głupia i naiwna...

Jakby nie patrzeć..
nadal taka jestem.

***


Babcia Nusia odeszła ze świata śmiertelników (opis, niezbyt pochlebny w drugiej notce od początku tego bloga). Była już w tak ciężkim stanie, że w końcu się nie dziwię. Uczcijmy to linijką ciszy...
............................................................
Nie wiem jak wy, ale ja nie cierpię pogrzebów, bo ludzie się smucą i płaczą. No, rozumiem, że może płakać mój dziadek, który teraz został bez córki i jeszcze bez żony. Bałabym się takiej samotności. Poza tym dziadek, to sam tylko na działce potrafi sobie poradzić. Nie wiem, jak on to przeżyje.
Ale reszta? No, mogą płakać ci, którym bardzo będzie brakować tej osoby, bo była to jedna z niewielu, na których mogłeś polegać.
Ale tak, czy inaczej, ci ludzie powinni się cieszyć! Przecież zmarła osoba się teraz cieszy. Jeśli są chrześcijaninami, chodzą do kościoła, są wierzący to nie powinni się smucić!!!
Wkurza mnie to, bo nikt nie przejawia radości. Eh.
Czułam się z początku na tym pogrzebie takim odludkiem.
***

Narty. Byłam na nartach w Czechach, w weekend. Kocham takie wypady! Tylko Milka, tata i Szymusu. I żadnej Niny ograniczającej nas i prawiącej kazania. Oł, yeah! Niemal jak raj.
A te widoki! Mieszkaliśmy w uroczej Chacie Miroslava, całej przysypanej śniegiem, usytuowanej u podnóża stoku (mieliśmy centralny widok z okien w naszym pokoiku!). Mówiąc o Chacie jako o urokliwej mam na myśli oczywiście zewnątrz, bo w środku śmierdziało jak nie wiem co przypalonym tłuszczem i papierosami (źródło obu tych woni: restauracyjka na parterze).
Ale z zewnątrz, o zmierzchu pięknie wkomponowywała się w krajobraz widziany ze stoku. Każde spojżenie wokoło mogłoby uchodzić za artystyczne ujęcie.
Genialne dwa dni! (i pół)
***

Disney chce zrobić z Narni następnego Władcę Pierścieni. My natomiast chcemy zarobić na Blarni mnóstwo pieniędzy. To w sumie proste. - Wydawca "Kronik Blarni"

Taak, nic nie wiem o tej książce ("Kronikach..") oprócz tego, że koleś, który ją napisał, nazywa się Gerber, co w sumie jest zabawne (ciekawe jak na niego mówili w szkole... Pożywny obiadek? Zupka z jarzynami? Pyszny deserek? ...słoiczek?). I w sumie nie mam ochoty dowiadywać się czegoś więcej o tej publikacji. Po prostu ta wypowiedź powyżej zasługuje na szersze grono odbiorców ;)

doskonałe. po prostu



<te dwie piosenki towarzyszyły mi przy tej notce>

goodbye...




and... hello!
Tagi: no no....
26.01.2012 o godz. 18:38
A no właśnie. Cześć, może jeszcze ktoś mnie pamięta? Dobrze, nie będę się wysilać.
Po prostu: dzień dobry! Z okazji zbliżających się świąt, oraz dlatego, że już dłużej po prostu nie mogłam tego wytrzymać zdejmuję to pieprzone hasło! Mam nadzieję, że ktoś jeszcze -oprócz mnie- się z tego ucieszy.
Jeśli lubicie świąteczne piosenki możecie sobie puścić muzyczkę z dołu.

BOŻE! Stęskniłam się, aż mi ręce wibrują ze szczęścia i ciągle trafiam w nie te klawisze, które trzeba. Nie no, po prostu nie potrafię przestać się uśmiechać. Ten powrót to zdecydowanie dobry prezent dla mnie. Powrót, bo w zasadzie to długo mnie nie było. Zaliczyłam w ten czas prawie cały adwent, jeszcze jeden tygodniowy pobyt u Babci Haliny, przeczytałam jakieś siedem książek (nie liczę)...
A ja, jak głupia nadal się szczerzę, jak nie wiem co :D Hahahahahaha.. No, patrzcie, a teraz się śmieję. To chyba jakiś objaw tego, że mogę być szczęśliwa. To zdecydowanie lepsza przypadłość od tego, czym los obdarzył chwilowo mojego braciszka. Biedaczek w poniedziałek gdzieś o szóstej zaczął wymiotować. W sumie to dobrze, bo obudziłam się wcześniej aby... pobiec do NDK-u na próbę generalną do jasełek! Tak, moi drodzy, mam nadzieję, że ktoś czytał moje wcześniejsze, przedwakacyjne notki i pamięta, jak wspominałam coś około maja-czerwca o moich występach z kółkiem teatralnym. A więc w piątek tydzień temu zaliczyłam tylko 15 min angielskiego w ciągu całego dnia (próby), a we wtorek był ten długo oczekiwany występ. Miałam krótką kwestię na początku, wpadałam na scenę, spóźniając się -jako spóźniony anioł. Z tym aniołem to był niezły kłopot, musiałam mieć białe legginsy, a tu nagle nikt czegoś takiego nie ma, albo przeznacza akurat na użytek własny! Ale się udało, choć w ostatniej chwili, kiedy sprawa wisiała na włosku: tata pożyczył od jakiejś znajomej, czy coś..
Po swojej scenie czekałam wraz z Zespołem za kulisami, śmialiśmy się i w ogóle było wesoło (nawet wtedy, kiedy musieliśmy słuchać fałszującego chóru). Potem zaśpiewaliśmy dwie piosenki, między którymi miała miejsce epicka wręcz scena z Herodem. Mówię Wam, było na co popatrzeć..

Pod koniec drugiej piosenki zaczęło mi walić serce, tak na totala i bez jakichkolwiek hamulców. Lekka panika.. i na tym koniec. Nie trzęsły mi się dłonie. Nie trzęsłam się ja. Nie mam pojęcia, czemu to zawdzięczam, ale od początku przedstawienia, od początku tegorocznych prób w ogóle, nie odczuwałam żadnego stresa, nic. No, oczywiście brzuch mnie bolał ze zdenerwowania jak zwykle, ale wydawałoby się, że to wszystko, całe zdenerwowanie odcina się od głowy, atakuje mnie tylko do pewnej wysokości. Ciało ociężałe i niezdecydowane, lecz umysł lekki i odważny.
Kiedy cały Zespół udał się za kulisy a pierwsze dźwięki gitary przesyciły powietrze, chcąc, nie chcąc podjęłam pierwszy krok w stronę widowni. I jeszcze jeden. I...
Oślepiające światło, tyle Wam powiem.
I śpiewałam. Zupełnie normalnie, nie trzęsłam się, ...
W ogóle, co tu mówić?


Kolejny krok w stronę samorealizacji


Tagi: święta?
23.12.2011 o godz. 21:24



Napiszę wiec tak:



Ta Złota Polska Jesień... Chyba się doczekałam. TA jesień... właśnie taka jest. I pierwszy raz nie dopadła mnie jesienna depresja przewlekła.
Nasuwają się dwa wnioski:
a) pierwszy raz w ogóle dostrzegłam piękno jesieni, jako że chcę cieszyć się wszystkim dookoła i każda pora roku powinna trwać tak długo, jak się da. Nie lubię, jak mi życie przecieka między palcami, więc, jak pewnie zdążyliście z tego bloga wywnioskować... No, nie do końca mi się udaje, ale
b) ta jesień naprawdę jest przepiękna.
A może zaczęłam patrzyć na świat okiem fotografa? Swoją drogą, to bardzo pomocne w akceptacji otoczenia...

Może kluczem do odkrycia tajemnicy tej jesieni jest fakt, iż liście jeszcze się trzymają... No, dwa tygodnie temu było jeszcze mnóstwo. W nocy wyglądały jak białe, pełne kwiatów, jeśli się je lekko przyświeci od dołu.

***

Tyle sobie porobiłam zaległości w pisaniu...
A, na dodatek, jak widzicie musiałam założyć hasło. Nie bez powodu, Karolina nie mam pojęcia jak dowiedziała się o tym blogu, więc musiałam przerwać tę beztroską rozrywkę, jaka płynie z czytania tego bloga i założyć hasło. Tu coś jeszcze na ten temat.

Tyle słów niewypowiedzianych, które nie zostały zapisane...

Na Wszystkich Świętych było fajnie. Przyjechałam do babci dzień wcześniej i dostałam torbę ciuchów od kuzynki, w tym także dżinsy, ale takie strasznie obcisłe... Nie noszę takich, ale kto wie: może się przydadzą. Np. do faktu, iż mam teraz pięć par tego cudownego rodzaju spodni. Pięć, wliczając te cienkie rurki, które znalazłam w torbie ze strojem na zeszłoroczne jasełka. Ej, ale było wtedy fajnie!

Późnym wieczorem przyjechał tata i poszliśmy na cmentarz. Uprzednio kupiliśmy znicz w kształcie serca, czerwony, największy, jaki był. Tata lubi duże, ładne znicze. To dobrze, bo można wybrać dokładnie taki jaki się chce. I poszliśmy przez cmentarz do mamy, a świat wyglądał bajecznie: biało-żółte drzewa, tysiące kolorowych lampek i ludzie sunący niczym cienie... i rozemocjonowana ja, chłonąca tę ciemność i ciche szepty z wyraźną dozą... magii? szczęścia?
Kiedy dotarliśmy do naszego grobu opowiedziałam tacie moim pomyśle sprzed kilku godzin. Na początku powiedział, że nie bardzo, ale tak go męczyłam trochę.. No, wiecie. Życie jest po to. Po to, aby robić różne rzeczy wtedy, kiedy to może sprawić, że ta chwila będzie cudowniejsza. I że lepiej się ją zapamięta.

Tata jest naprawdę super:D Trochę wysililiśmy mózgownice i zrobiłam to, co chciałam. Bardzo zadowolona jestem.
Kiedy wróciliśmy do domu babci i powiedzieliśmy, że kupiliśmy ten ogromny znicz, ona wywaliła gały i jak zwykle zapytała: -Po co?
Taak, babcia tak widzi świat. Mnie niekoniecznie przypada to do gustu, ale każdy ma swój własny punkt widzenia, więc chyba nie powinnam się wtrącać.

***


Mam za sobą dość ciekawy tydzień. We wtorek (nie ten, tydzień temu) konkurs pieśni patriotycznej z Zespołem.
Był konkurs, pieśni niepodległej, przez siedem (ŁaŁ) godzin śpiewanie, śpiewanie, śpiewanie... Jak zwykle najpierw podstawówki -soliści, czy takie małe dzieciaczki, trochę większe też, czyli można porządnie ponarzekać, jak niektórzy fałszują, jakie mają ciuchy, jakieś szczerby w zębach i takie tam;) Czyli dobrze. Najpierw śpiewała Nat. To takie niesprawiedliwe, bo zawsze nasi soliści występują na samym początku, a to chyba nie sprzyja zrobieniu takiego zaskakująco dobrego wrażenia. Bo nawet jeśli człowiek z uwagą śledzi występy kolejnych wykonawców, to trudno zapamiętać tych początkowych. Ehh. Nat jak zawsze śpiewałą świetnie, co zresztą jest chyba jej obowiązkiem, więc dobrze, że się niego wywiązuje.
I był Dawid.. taki jeden. Nie myślcie sobie 'uuu'. Ja go nawet nie znam, a on nie wie, że istnieję. No, chyba że ktoś mu powiedział, że to ja jestem tą dziewczyną, która poprosiła jego kumpelę, żeby załatwiła mi jego autograf. I że fioletowy długopis, którym mi się podpisał trzymam w kolorowym pudełku wyściełanym takim śliskim materiałem.... Nie. Tego nikt nie wie.
On po prostu jest taki przystojny i.. Tak śpiewa że...
że na mnie to działa, jeśli wiecie, o co mi chodzi. Ale nie zakochałam się w nim, chyba. Jestem tylko fanką. Tylko fanką.
Poza tym ja się kocham w kimś innym od bardzo dawna....

I... gadałam z Karoliną. Śmiałam się, siedziałam w kiblu na podłodze. Z nią i z Werą. To trochę dziwne. Myślałam, że ona mnie unika i chichocze ze swoimi kumpelami, które trochę za głośno szepczą "Widziałaś?! Popatrzyła się na ciebie!!", kiedy przechodzę obok nich na korytarzu tak trochę sobie patrzę co robią. Może ćpają na wagarach?? To do nich podobne. Bardzo...
Myślałam, że ten rozdział życia mam za sobą.
Bo mam. Te czasy nie wrócą. Nie powinny wrócić, nawet jeśli bym tego chciała.
Jakaś część mnie tęskni za tym burdelem do którego wchodzi każdy, kto się z Karoliną przyjaźni. Super, Po raz kolejny przeczę rzeczywistości.
Ale tego dnia... We wtorek. Przez te pierwsze cztery godziny konkursu... Było tak fajnie, jakoś. Śmiałyśmy się we trójkę na widowni...

Ale nie będzie tak, jak kiedyś, nie chcę!! Bo mimo, że często było super, to to wszystko... Ten podejrzany światek w którym powietrze ma zapach papierosów, słowa 'kurwa' używa się jako przecinka i kropki...
Nie.
Nigdy już tak nie będzie. Nie dlatego, że nie chcę się z Karoliną przyjaźnić, tylko dlatego, że teraz jestem o wiele bardziej stanowcza i nie dawałabym się namawiać na rzeczy, których nie chcę robić. Teraz mam w dupie to, co ludzie o mnie myślą i jestem z tego dumna!
No, prawie całkowicie mam w dupie.

Gdy nadszedł czas, okazało się, że Nat nie zdobyła żadnego miejsca! Myślałam, że coś komuś zrobię! Ona miała WYGRAĆ. Miała wygrać trzecie miejsce. Po takich dwóch genialnych dziewczynkach, które -całkowicie słusznie- zdobyły wspólnie pierwsze miejsce. Nat zawsze wygrywała... :(
My jako Zespół mieliśmy miejsce trzecie, tuż za...
I teraz tak chwila kiedy chce się na całe gardło, przy pełnej sali krzyknąć
-WHAT THE FUCK???!!
Bo drugie miejsce zajął nie kto inny, jak nasz 'chór szkolny'.
Następnego razu przetrzepię tyłki tym jury! To się w łbie nie mieści! I jeszcze mieli czelność zrobić błąd na naszym dyplomie pisząc Klub Miłośników Piosenki. Jaki klub miłośników piosenki? A gdzie Kulub Miłośników Dobrej Piosenki się pytam??

***


Dnia czwartego z początku tygodnia ubiegłego cały dzionek przedstawienia-apele. Grałam złego ucznia i było super. Bo czyż to nie wymarzona rola?? Brat stwierdził, że byłam '-Jakby głównym bohaterem. I jeszcze śpiewałaś. Było super:D'.
Jeśli chcecie znać moje zdanie, to mnie to schlebia;)

Wieczorem tego samego dnia musiałam założyć cienkie rajstopy (łeee..), balerinki (prawdę mówiąc, niezbyt wygodne) i wbić się w trochę maławą już sukienkę -był balet, Jezioro Łabędzie, a ja miałam wstęp za darmo. W końcu mój tata jest prawie dyrektorem Domu Kultury. Nie przechwalam się, czasem wręcz przeciwnie -żałuję że nie mogę przyjść sobie jak normalna osoba. Wiem: ja niewdzięcznica. Zgadzam się.

A balet to cudowna rzecz, tyle że:
a) trudno się domyślić, co tak robią ci ludzie jeśli się nie przeczyta programu
b) faceci noszą takie obcisłe rajtki! Powinni tego zakazać!

***


...a w piątek koncert laureatów wtorkowego konkursu.

Więc dlaczego, pytam się dlaczego wiąż mi czegoś brakuje?
Dlaczego od godziny, powiedzmy piątej wydaje mi się, że dzień minął? Nie potrafię tych chwil zapamiętać jako dobre? Że siedzę i robię nic?

Miejmy nadzieję, że chodzi tu o zmianę czasu i o to, że wydaje mi się, że jest już późno..

Doprawdy: dziwny ze mnie człowiek...

Ale czy mam prawo tak sądzić, skoro to ja jestem tym człowiekiem?

Tagi: .
16.11.2011 o godz. 17:46


raz
Ehh, powrót do korzeni... Dzieciństwo:)

Byłam na K L w 3D z Olą, wczoraj. Wiedziałam, że się poryczę, ale nie, że na samym początku, bo nie oglądałam tego jakiś PIĘĆ LAT. Chyba po prostu nie miałam tego na uwadze... No, nie ryczałam 'ryczałam', bo bym sobie zagłuszyła pierwszą piosenkę, ale cała twarz mokra była pod tymi okularami do 3D. No właśnie. Wreszcie odnowili nam kino i zrobili 3D= nie trzeba już jeździć do Opola czy Wrocka! Mamy 3D!
Ale co do filmu: yy.. nawet nie wiem, jak nazwać to zjawisko. Może... Zajebioza;)

Szkoda, że nie ma 2 części w 3D, albo jeszcze trzeciej... Bo czy jest coś bardziej romantycznego niż Król Lew 2? No, dobra, Król Lew 2 oglądany w pokoju (pod wieczór), z widokiem za wieżę Eiffla i do tego jakieś bardzo francuskie danie (wystarczy, żeby było dobre i można by to trzymać na kolanach:>). Hehe:D To tyle w kwiestii romantyzmu w wykonaniu Milkii...
Swoją drogą, czemu Paryż jest takie fajny? (No, przyznaję się -nie byłam tak; ale nałogowo oglądam zdjęcia z tegoż uroczego miasta.)

dwa
Nienawidzę naszego księdza! Poważnie. I nie jestem jakimś satanistą, albo innym bezbożnym stworzeniem. Jest w sumie odwrotnie: jestem człowiekiem chyba dość pobożnym (a raczej na tyle, ile nakazuje mi moralność osobista, hahahah!:), chodzę do kościoła z własnej, nieprzymuszonej woli, nawet na 2-godzinne msze w Wielki Czwartek i Wlk Piątek (fajne są, cały czas palą kadzidło -uwielbiam kadzidło) i tak dalej, ale to nie znaczy jeszcze że ksiądz w moim mniemaniu to osoba święta, o nie. Księża różnią się od nas jedynie tym, że wyrzekli się miłości do płci przeciwnej dla miłości ogółu. Tzn do bliźnich. Lub nie potrafili utrzymywać stałych związków z kobietami ;P. I że chce im się odprawiać ciągle takie same msze z niesłabnącym upodobaniem.
Bo księża się mylą, czasem są takimi zwykłymi głupkami. No, trochę. W jakiejś dziedzinie.
Np. ten ksiądz, co twierdził, że związki homoseksualistyczne podlegają pod 'zło tego świata'. Może i wy tak twierdzicie. Ale ja jestem innego zdania. Ja komuś się to nie podoba, to może wejść na jakiegoś bardziej 'moralnego' bloga. No, już, wypad!
A teraz wróćmy do tego, o czym mówiłam. Kiedy ksiądz nadal ostrzegał nas przed tym, abyśmy nie wchodzili w zło tego świata, aby nas nie zabrudziło, czy coś w tym stylu, zastanawiałam się, co by było gdybym wybiegła z kościoła. Rzecz jasna nie mogłam tego zrobić. Nie przyszłam do kościoła sama, byłam ze rodziną znajomych. Poza tym kościół to dom boży, a nie dom księdza, więc nawet, jeśli ksiądz 'zastępuje Boga', to trzeba być dupkiem, żeby tak wyjść przez durnotę, którą wypowiedział jakiś człowiek! Bo przecież Bóg jest dla mnie ważny! Nie mogę zachowywać się jak idiotka, która nie panuje nad swoim gniewem i nie potrafi go wewnętrznie wyciszać w miarę szybkim czasie, którą... cóż. Którą jestem.
Nasz ksiądz przynajmniej nie jest szkodliwy w tym stopniu dla parafian. Ale i tak gada straszne durnoty, od których można
a) zasnąć
b) żyć w nieświadomości głupoty
c) wyskoczyć ze spodni z irytacji
d) tylko tłumić chęć porządnego przetrzepania tegoż człowieka.
A przecież jeszcze półtora roku temu mieliśmy najlepszych księży, jakiś mógłby sobie człowiek wymarzyć....
Durne przepisy.

trzy
W piątek odwiedziłam raj. Drugi raz w życiu. Pierwszy to duży empik, a drugi to... Właśnie ten sklepik. Co to za sklep? W czym się specjalizuje? Już, już. Jest to sklep wprost stworzony dla osób mojego pokroju. Sprzedaje towar przeróżny: paciorki, oszlifowane kamienie, łańcuszki, te części do kolczyków, zawieszki, sznurki różnorakiej maści, kolorowy filc, małe drewniane pudełeczka, które można ozdabiać, farby m. in do szkła, ozdobny papier... I jeszcze dużo rzeczy, na które znajduję tylko dwa określenia. Jedno to super, drugie marzyłam o tym przez całe życie. Serio. Nie kłamię.
I upajam się we własnym, szczęściu.
Ponadto we wtorek chyba pójdę z Karoliną G. (która mi ten sklep pokazała i spędziła tam ze mną z półtorej godziny) na zajęcia z robienia takich fantastycznych naszyjników, do ogniska plastycznego. We wtorek. Suupeeer. No, cudnie.

cztery
17 again.
Mam u wszystkich osób, które ten film tworzyły -aktorów, scenarzysty, reżysera, scenografa, montażysty i całej reszty- ogromny dług wdzięczności. Za
a) przywrócenie sensu wczorajszemu dniu
b) wybuchy niekontrolowanej głupawki (cały dotychczasowy dzień dzisiejszy)
c) przedmiot rozmyślań, coś w zamian za użalanie się nad sobą
d) za... gapienie się na tego faceta przez prawie półtora godziny?





pozdraawiam :D
30.10.2011 o godz. 16:55
Chyba zaraz znowu się rozpłaczę. Nie jestem pewna, czy to dlatego, że jakiś wczoraj na klatce schodowej jakiś pedofil mnie zaczepił, podjął pół-udaną próbę obmacywania mnie od tyłu.................
Bożże! To chyba też od tego zależy mój obecny stan emocjonalny. Dzisiaj rano obudziłam się o piątej rano i przez półtorej godziny czytałam książkę, a wcześniej słuchałam muzyki z telefonu, aby nie zasnąć. Nienawidzę mieć koszmarów/koszmary!! To jest ta rzecz, której panicznie się boję. Że to, czego się boję powróci do mnie jako straszny sen w środku nocy. Bo, muszę wam się przyznać, że jako na mój wiek mam zanadto rozwiniętą wyobraźnię, która każe mi się bać rzeczy nierzeczywistych... Tak było od najmłodszych lat! Bałam się osób/rzeczy nierealnych. O wiele bardziej, niż prawdziwego życia! Moja wyobraźnia przekształcała postacie z filmów/książek na realne zagrożenie...
Niestety, nie przeszło mi -jak pewnie przypuszczałam- z wiekiem. No, może trochę. Może czasami.Może jestem już trochę starsza.
No i co z tego?? Moja głowa pracuje dokładnie tak samo! Może dlatego cierpię z powodu otaczania mnie codziennie ludźmi prymitywnymi, którzy w ogóle nie czytają książek i/lub nie potrafią ożywiać postaci w nich zawartych... Może wy też nie? Ale może, nie. Na pewno jest tu ktoś taki jak ja! bo po co by było to całe bloblo? Dla prymitywnych istot bez wyobraźni, które mają frajdę, kiedy palą i przeklinają (no, dobra, ja też przeklinam, ale NA MIŁOŚĆ BOSKĄ! nie używam słowa 'kurwa' jako przecinka, wykrzyknika, czy też kropki..), a nie wtedy, kiedy z wariackim zapałem ekscytują się każdą stroną Harrego Pottera/czegoś innego, co dla was jest źródłem wszelkiego odniesienia i inspiracji w zakresie literatury, oraz tematem wielu gonitw myślowych.
Musicie to docenić. To znaczy, że opowiadam wam o tym, że boję się oglądać horrory i takie tam... Nawet mimo, że jestem anonimowa czuję pewne zażenowanie, kiedy obnażam przed wami swoją duszę... Ale cóż. Mam być człowiekiem odważnym!!

Ten wariat, co mnie zaczepiał.. Nie mogę o tym pisać. Nie, że mi ktoś zakazał, tylko, że nie wiem, czy zniosłabym to psychicznie...
Policja go szuka, tata dzwonił oczywiście i powiedział że już szukają go za właśnie takie bezczelne obmacywanie ośmioletniej dziewczynki! I to tylko ulicę dalej. Czyli pewnie się tu kręci. Strasznie się bałam, jak wpadłam do domu, on jeszcze stał pod drzwiami przedsionka, przez jakiś czas nic nie chciałam nic powiedzieć, taka byłam skołowana. Później Babcia H. zaczęła głosić tezę, że rzeczony zbok mnie obserwuje i że totalna masakra, bo wie, gdzie mieszkam i ja tak strasznie ryczałam. Bałam się strasznie!
Po jakiś dwóch godzinach uspokoiłam się i zaczęłam znowu patrzeć na świat pod kątem ironicznego obserwatora.
Ale muszę teraz chodzić klatką schodową z osobą towarzyszącą, bo na mieście to można wrzeszczeć, uciekać, są ludzie i tak dalej. A na klatce schodowej, to.. cóż. Na klatce schodowej nie ma łatwo.
No i jeszcze po zmroku nie będę na razie chodziła sama na DNA i tak dalej. To był mój pomysł, choć i tak tata rzuciłby mi taki nakaz. I teraz kiedy idę miastem cały czas niespokojnie oglądam się na wszystkie strony. Na widok czerwonej kurtki dostaję zawału serca. Nie tylko na mieście, najgorzej jest w przedsionku mieszkania, kiedy wieczorem czerwone szafki na buty odbijają się w szkle w lustrze.
Przynajmniej wiem, że raczej ten psychol nie będzie mnie dręczył drugi raz, bo jeśli tamtą dziewczynkę zostawił w spokoju... Biedne dziecko! Strasznie mi jej żal.
Cóż. Typowe. Mnie się dzieje coś okropnego, a ja współczuję innym. Nawet bardzo typowe.

Cóż<- To słowo pojawia się dzisiaj po raz ..tysięczny?? dzisiaj. Ale to najlepsze podsumowanie całego tego bajzlu, zwanego potocznie "ŻYCIEM"

Ale cóż. Oprócz tej całej akcji ze zboczeńcem, moje życie jest ciekawe i radosne. W pewnym senie.

W pewnym sensie... W pewnym sensie mam wszystko, a nawet trochę nadprogramowych atrakcji.
Tagi: cóż
25.10.2011 o godz. 22:03
Pisałam tę notkę tyle razy, że nie jestem pewna, jak zacząć.
Byłam na zakupach, w sobotę i w niedzielę, podczas ubiegłego tygodnia, miałam kupić kurtkę i jeansy. Jeansy kupiłam pierwszego dnia, z kurtką jest gorzej. Musicie wiedzieć, że jestem dość wybredna. Ale o czym ja piszę? O ciuchach? Boże święty, robię się coraz gorsza. Jak tak dalej pójdzie, będę musiała zrobić sobie przerwę w pisaniu.
Bo skoro sama siebie się boję...

Znowu płaczę. Nie w tym momencie, ale tak w ogóle. Z różnych powodów. Ze smutku. Ze wzruszenia. Tak po prostu. I Bóg wie jeszcze, dlaczego.
Ale doprawdy nie wiem, dlaczego ja znowu mam te huśtawki nastrojów i dlaczego przeważnie zatrzymuję się na dole i nie chcę ruszyć dalej. Przecież mam przyjaciółkę.
Ale nie. Ja nadal czuję niedosyt. Tak jakby Olka nie była moją przyjaciółką... A przecież jest! Nie wiem, nie rozumiem, dziwna jestem..

Jestem na siebie zła. Bo: wrzesień była taki.. taki magiczny, ciekawy, czułam się znakomicie. A teraz znowu gnębi mnie prześladowca z piekielnych dni wakacji: myśl, nie. Świadomość, iż NIC nie robię. Nawet porządnej notki nie potrafiłam przez tyle dni napisać!
Ale tak na poważnie: co ja w tym życiu robię?? Lubię myśleć o sobie jako o osobie innej niż wszyscy, w jakiś sposób wartościowej i zdającej sobie z tego sprawę, ale... Ja ciągle tylko myślę! Tak, myślę! O tym, co chciałabym robić i tak dalej. Ale chyba nie do końca robię...
No i znowu zadręczam się, płaczę... Szczególnie, kiedy jestem sama w pustym, ciemnym domu. Czuję się taka..., taka opuszczona... Dni po prostu mijają. Następny, następny, następny... następny. Oczywiście różnią się, ale żaden jak dotąd nie była przełomowy, ani nic.
Chociaż zdarzyło się coś, o czym warto wspomnieć:
1. Dostałam nowego laptopa. ASUS, malutki, 10,5 cala, czarny. Zainstalowałam dziś rano Google Chrome, więc prawie wszystko jest good, jedynie trzeba będzie przekopiować mój stary twardy dysk, żeby odzyskać wszystkie moje pliki. Ale oprócz tego, to już wszystko już jest.

2. Kilka dni temu razem z Olą zrobiłam pogrzeb ptakowi. Sikorce, którą wczoraj znalazła Karolina G., była jeszcze świeża, tzn już martwa, ale zachowana idealnie, żadnych obrażeń fizycznych ani nic, jakby spała. Karolina G. chwilkę trzymała ją za nogę i głaskała, po czym rzuciła w krzaki. Zaproponowałam pogrzeb nastychmiastowy, ale nikt się nie skusił. No, więc ptakiem chciałam zająć się dzisiaj. Jednak kiedy go odszykałyśmy, okazało się, że jego zwłoki przysłużyły się jakiemuś kotu, bo została jedynie głowa i trochę piórek. Kiedy to zobaczyłyśmy, uciekłyśmy, ale trzeba było porzegnać się z nim jak należy, więc na następnej lekcji wróciłyśmy, wygłosiłyśmy wcześniej napisaną (na polaku) mowę pogrzebową. A na przerwie jeszcze następnej przysypałyśmy go ziemią zabraną z budowy placu zabaw koło boiska. Potem założyłam się z Olką, że przetestuję na nim KAŻDY, ale to każdy sprzęt. Od najbardziej dziecinnego zaczynając, na najbardziej ekstremalnym kończąc.

Tagi: yyy?
23.10.2011 o godz. 21:26
Po raz kolejny staję na progu, tapetuję na nowo, wywieszam nowe zdjęcia, wprowadzam motto życia na ściany, puszczam ukochaną piosenkę... I oto patrzycie właśnie na efekty tych zabiegów. Ładnie tu, nie? Mnowo. Czyli, że odzwieciedla mój.. byt. Myśli, nastroje...
Podoba mi się ten nowy kolorek, dokładnie tak, jak chciałam. Może niektórych przygnębia, ale dla mnie taki obraz jest najszczęśliwszym na świecie! Zimowe wieczory to najpiękniejsze chwile! No, dobra, letnie też. Ale wieczory. Wieczory są według mnie magiczne. To najcudowniejsza pora dnia. Oczywiście noc również, ale już pora nocy, nie dnia..;)

Może to dziwnie zabrzmi, ale właśnie płaczę i śmieję się jednocześnie. No, to nie jest płacz, bo łezki pojawiają się i zanikają, .. O, już wiem: mam mokre oczy. I dlatego śmieję się. Sama do siebie. Jestem taka szczęśliwa...
Najdziwniejsze jest to, że bez powodu. NIC się nie stało. Nie zakochałam się. No, dobrze, zakochałam się, ale dawno temu... To nie żadna nowość. Może to przez muzykę. Często płaczę z powodu piosenek. Często też się przez nie śmieję, wspominam, doświadczam tak skrajnych uczuć... Jak się nad tym zastanowić, bez muzyki moje życie było by bez sensu. Zabawne. Zawsze, kiedy doświdaczam bardzo silnych uczuć: zdenerwowanie, strach, szczęście, miłość.... śpiewam. Tak, śpiewam, nucę, odtwarzam muzykę w głowie.. Nie jestem wybitna. Gdybym była, to pewnie byłabym teraz.. Wtedy bym nie pisała. Śpiewałabym. Chociaż.. hej! śpiewam i tak..
Taak, chciałabym być wybitną wokalistką, ale nią nie jestem. To znaczy, śpiewam dość dobrze, grałam kiedyś pianianie (i teraz siebie nienawidzę, że przestałam. Ale nie bójcie się, nie zabiję się z tego powodu..;), chciałabym też na gitarze. Miałam iść do szkoły muzycznej w tym roku na ten właśnie instrument, jednak tata nie raczył się zreflektować (chociaż męczyłam go od maja z tą szkołą), że egzaminy wstepne ą w czerwcu! Oczywiście, zdałabym (w końcu już raz zdałam, kiedy miałam 7 lat), gdybym wiedziała, kiedy są te egzaminy. Cóż. Mój ojciec jest taki od zawsze, a ja.. no coż. Za późno wzięłam sprawy w swoje ręce... Okazało się, że jest jakieś ognisko, czyli można chodzić na gitarę bez teorii słuchu, nie będąc zapisanym do szkoły. Męczę tatę, ale on nie przejawia takiego entuzjazmu jak ja, bo nadal wszystkiego nie uzgodnił.
No, więc tak. Jestem w tym dość dobra, jedyną przeszkodą do szczęścia zawsze jestem.. ja. W końcu jestem dzieckiem muzyków, Szymek gra na skrzypcach.

A mój nastrój nadal nie mija... To dobrze.
A może to jednak moje zakochanie, które czasami przybioera na sile? Czy może jednak słuchanie tej piosenki i wcześniejsze oglądanie zdjęć z HP (link). Nie wiem, co w przeglądaniu obrazków jes takiego cudownego, ale w jakiś sposób po prostu MUSI być. Ale nadal nie wiem, jak.
Piosenkę, o której mówię, znajduje się na samym dole notki. Chciałabym, żeby leciała, kiedy biorę ślub... Przynajmniej w mojej głowie. Piękna jest, a właśnie jej tekst i urzekająca melodia sprawiły, że łzy zakręciły mi się o zielono-ponoć niebiesko-szarych oczach. Każdy widzi moje oczy na swój sposób. Ja sama widzę szary i zielony, zaś moja znajoma ostatnio orzekła, że są troszkę piwne. Piwne, rozumiecie?

***

Teraz dodam, co robiłam podczas tej strasznej dziury między wpisami. nie jestem pewna, dlaczego miałabym to robić, jednak muszę się czymś usprawiedliwić, poza tym..

*TAKA PO PROSTU JESTEM!*
A muzyka jest, moim zdaniem najznakomitszym nośnikiem uczuć i wyzwala najwięcej emocji. Dlatego kiedy chcę spotęgować efekt słucham przy czytaniu. Muzyka musi być wtedy idealnie dopasowana do akcji.
Ale to tylko moje skromne zdanie, a z nim w realnym świecie mało kto się liczy.
____________________chwilę później, wzięłam sobie banana
Tak więc tata wyjechał służbowo. TO TURCJI. Kto jeździ we wrześniu do Turcji i nie zabiera swoich kochanych dzieci ze sobą?? Padalstwo, doprawdy.. I jeszcze nie mieliśmy zostać w domu, tylko na wieś, do Babci Haliny. No, jest przynajmniej tego dobra strona: pojechaliśmy do Babci Haliny. Czyli drugiej babci nie musiałam oglądać. Bo, ujmijmy to tak: tego bym nie przyżyła (patrz: znowu notka nr 2). U Babci było zimno, bezbarwnie i nie mogłam sobie chodzić do miasta, bo autobus miałam tuż po szkole, ale na jakiś sposób przytulnie. I z żalem opuszczałam ten dom! (Chociaż tak wolę swój) Bo popatrzcie tylko: nieby jest Babcia Halina i cały czas gada, ale... Mieszka na małej wsi, w dość dużym domu, więc można się schować przed jej tą gadką (choć na razie tylko parter nadaje się do życia), a jeśli cię zdenerwuje, można bezceremonialnie wyjść z domu, przejść przez przepastne podwórze i usiąść na cegle lub na uprzednio zabranym kocu.
Kiedy po tygodniu wróciłam do domu (4 października) tata zaczął narzekać na Babcię, że jest nieodpowiedzialna jak małe dziecko, zaczęłam jej bronic, mówiąc, że jest po prostu super. Pierwszy raz w życiu nie przyłączyłam się do jego (prawdę mówiąc słusznego) marudzenia. Bo to prawdziwe szczęście, że mam Babcię Halinę. Dwie zwykłe babcie to by było pond moje siły.
Tata przywiózł mi pudełko czekoladek mini toblerone, cztery bluzki z których jedna jest za mała (i właśnie ta, szczęśliwym trafem mi się nie podoba; tą wybierała Nina- tata bardziej zna się na tym, co lubię..) i supergenialniefantastyczne skarpetki:) Jest też koc, który dostał. Właśnie pod nim leżę. Szymek otrzymał kasę, że nie chciał niczego innego, jako że zbiera na TO CUDO.

***
Ktoś pewnie zapytałby się:
-Dlaczego sidzisz przed kompem od godziny 9:0? Popatrz, dzień przemija! A ty tak często wyżalasz się, jak to nic nie robisz!
No, odpowiem tak:
-TO jest moje życie.
-Komputer? LECZ SIĘ!
-Nie, nie komputer. Klawiatura i słuchawki..:)

Wtedy mój rozmówca mnie nie zrozumie. Ale może ktoś inny... Ktoś, kogo światem jest również muzyka i pisanie...

Oh! łezki wróciły. Żeby nie owijać w bawełnę: znowu jestem tą piosenką wzruszona. I zauroczona kompletnie.

14.10.2011 o godz. 13:18
Moja nową idolką została Demi Lovato. Tak jakby... Dziewczyna jest niezwykła. Naprawdę utalentowana: ma niesamowity głos -najlepszy ze wszystkich tych 'Dinseyowskich' (i nie fałszuje na kocncertach:> ). Jeśli jesteśmy już przy Disneyu, to cieszy mnie, że nie jest kolejnym 'dzieckiem Disneya'. No, tak Disney pomógł jej w tzw. wybiciu się, zapewnił jej główną rolę w serialu i dwóch filmach... ale zrezygnowała z serialu na rzecz muzyki, po tym jak..

No właśnie. Po załamaniu. Nie chcę oskarżać Demi, ale w dzisiejszych czasach jeśli nie jest się głównym bohaterem jakiejś sensacji: dramatu, skandalu, to wielkiego rozgłosu nie dostaniesz. To załamanie nerwowe przyczyniło się do rozgłosu wokół jej nowej płyty. Słusznie, bo patrząc na wydarzenia z jej przeszłości na podziw zasłużyła.

A tak w ogóle... to jest okropne. Znęcanie się nad innymi w szkole. Bo są 'grubi', 'brzydcy' i jeszcze nie wiem co innego. Owszem, są osoby, które na to zasługują, ale to nie one obrywają. Obrywają słabsi. Czasem tylko dla rozrywki, dla uciechy, żeby się pośmiać. To jest nieludzkie! Dwie dziewczyny z naszej klasy się przepisały do innej. Jedna to taka była nieszkodliwa zaraza (której nienawidziłam, a ona nienawidziła mnie, ale to była taka głupia nienawiść, to nie była nienawiść, po prostu bardzo się nie lubiłyśmy). Ale druga była ofiarą. Nie losu, chociaż prawdę mówiąc. Była ofiarą losu, który umieścił ją w naszej klasie. Gruba, niezbyt rozgarnięta i mądra, źle się uczyła... Szybko stała się kozłem ofiarnym dla osiłków, albo tych wredot, tych 'fajnych'. Niezwykłe, że kiedyś do nich należałam. Nie ma to jak wysypać Dominice (bo tak się nazywa) wszystkie rzeczy z plecaka, zabrać jej kartkę z ocenami i śmiać się na cały głos... Kiedy przywołuję w myślach ten obraz nędzy i rozpaczy, tę zapłakaną twarz, rozwaloną na schodach próbującą zapaść się pod ziemię.. płakać mi się chce. Naprawdę, łzy zbierają mi się w oczach.... A ja nic wtedy nie zrobiłam. Nie śmiałam się, ale nic nie zrobiłam...
Nie, nie jestem szczera. Trochę mnie to bawiło. Przez chwilę się głupio uśmiechałam. Siedziałam i patrzyłam. Nic nie zrobiłam. Jestem złym człowiekiem... Przecież to okropne! Jaka tam Milkaa, potwór. Ja -potwór.

Czemu???! Czemu nie wstałam, nie pomogłam Dominice pozbierać rzeczy... A ja tam po prostu stałam, oparta o ścianę, a wszystkie, które się śmiały, pokazywały między sobą kartkę z ocenami... to wszystko były MOJE PRZYJACIÓŁKI. Osoby, z którymi na codzień się śmiałam, z którymi rozmawiałam.

Dzisiaj podeszłabym do Dominiki, pomogła jej z rzeczami i pocieszyła, powiedziała coś w rodzaju, że są glupie i jest o wiele więcej warta od takiej Pyśki, Natalki czy Emilki. One by się zapytała, czemu pomagam tej ofermie, czy ją lubię. Ja bym powiedziała, że wolę w 100% bardziej zadawać się z nią, niż z nimi... Ale nie, ja byłam taka głupia.. Bo to było moje ukochane towarzystwo, więc nie zrobiłam nic. I tak bym pewnie nic nie zrobiła. Ale ja bałam się samotności... I tak byłam wtedy trochę samotna, czułam się gorsza, przerwy spędzałam raczej samotnie...

Teraz nie boję się samotności. Bedę walczyć i imię wiekszego dobra, następnym razem wyciągnę rękę do takiego wyrzutka.
Taak, to by było wyborne, żeby teraz wszyscy mnie znienawidzili... Naprawdę, to nie ironia. Ja bym się NAPRAWDĘ cieszyła, w jakimś stopniu. Będę sobą za wszelką cenę!
A jakbym chciała, żebym została znienawidzona, to nie byłoby takie trudne: wystarczy z lubością założyć (uprzednio własnoręcznie wykonaną) koszulkę ze zdjęciem Justina Biebera, na wszystkie złośliwe komentarze odpowiadać w sposób iście ironiczny i zjadliwy. Żeby ze wszystkich zrobić sobie wrogów. A Justin Bieber idealnie by mi pomógł...

Ostatnio cenię oryginalość i niezależność ponad wszystko! Kocham rzeczy, które całkowicie przeczą rzeczom innych. Bezcenna zaleta, która kryje się w Justinie Bieberze: WSZYSCY GO NIENAWIDZĄ! Zabawnie byłoby założyć koszulkę z jego podobizną do glanów, czarnych bransoletek z ćwiekami i czerwono/czarnych punkowych spodni. Byłoby genialnie wprost. Bo ostatnio próbuję tak jkaby 'wyostrzyć styl', jeśli wiecie o co mi chodzi....

pozdraawiam;*
Tagi: a takie tam
22.09.2011 o godz. 20:56
A niech się pytają... Bedę nosić je nadal:), przyzwyczajeń nie zmienię.

Ehh, tę notkę pisałam na przestrzeni dwóch i pół dnia, więc teraz muszę te kawałki jeszcze posklejać, zredagować.
Przed chwilą przyszedł tata z zakupami i teraz piekę długie bułki czosnkowo-ziołowe w piekarniku
_______________ chwilę później
Jak zwykle tata próbuje mnie trochę 'wtajemniczyć' w politykę. Powiedzmy, że coś z tego rozumiem, ale zwykle to mnie nie obchodzi... Bo to gówno i tyle.
Tym razem nie przerywał nam Szymek, gdyż ponieważ pojechał na Zieloną Szkołę. We wrześniu. Dziwne. Zabawne, bo kiedy tata wrócił z pracy zaczęłam się dopytywać '-gdzie Szymek?' Tata się zaśmiał, a ja pomyślałam, że to oczywiste, jest u Dawida (jego kumpla)... A tu mówi: '-przecież pojechał na Zieloną Szkołę!'. Tak trochę dziwnie tkwić w przekonaniu, że jest gdzieś daleko i nie wróci do piątku. Ale przynajmniej tata będzie miał jakiś spokój -ze mną samą sobie radzi;)

***

ze wczoraj:

No i kolejny dzień kilka godzin siedzę tu i próbuję dopadować tło. Chyba mi się udało. O wiele lepiej byłoby takie samo, ale odrobinę większe, ale cóż, jest dobrze. Ta alejka tak w ogóle występowała kiedyś w moim śnie, takie genialne to było..
W ogóle cały czas jest dobrze. To takie nienaturalne... takie przynajmniej mi się wydaje. Całe dnie z Olką, wszystko jest piękne, żyć się chce, bezproblemowo, wszystko. Nie przyzwyczaiłam się. Jakoś tak.. Za dobrze jest. Trochę źle mi z tym. Za bardzo przyzwyczaiłam się do dawnego życia, tego, którym żyłam zaczynając tego bloga. Możecie sobie poczytać, o moich huśtawkach emocjonalnych..

Najdziwniejsze jest to, że... Jakaś cząstka mnie za tym tęskni. Czasem. Rzadko, ale..
Tak, wiem. To zupełnie niedorzeczne! Tak, możecie przyjąć to do wiadomości: Milkaa zwariowała! Halo, ludzie, Milkaa zwariowała!
A przecież mam teraz to, czego tak bardzo chciałam. Szczęście.
Ale... nie jestem pewna, czy to napewno prawdziwe szczęście. Bo ono jest jakieś takie... Puste. Bez sensu. To nie szczęście, to dziwna wesołość, ogłupienie.
Prawdziwe szczęście przeżywałam kilka dni, jeszcze przed szkołą, wtedy, kiedy pojechałam do Starych Znajomych, do Kwika (Szymka) i 'Ani' (Ady), ich rodziców.. They are wonderfull!! Kocham ich, po prostu... Jeśli ktoś nie klika w linki, w które każe Wam klikać, to tutaj jest TO;)
Czyli urywek z mojego drugiego bloga. Założyłam go dawno temu, ale użytkuję go czasami.. Z powodu zacięć na tym. Po kolonii odciął się od użytku na tydzień, więc chcąc, nie chcąc odnowiłam na chwilę tamten. Dodałam tam kilka notek Zupełnie Bez Zobowiązań. Czyli tak jak lubię ja.

A to szczęście... Jakby było,.. związane z Olką. Wolę nie myśleć o tym, ale tak jakoś... Nie, to nie może być to!

Ja chcę zimę! Nie ma pojęcia po co w ogóle człowiekowi coś takiego, jak jesień i wiosna. No, wiosna jest fajna, lecz pora roku nie uwzględniona w kalendarzu, czyli przedwiośnie już nie. Jeśli mam być szczera, przedwiośnie jest kompletnie do dupy. Tak jak jesień.
Tata na moje użalania na ten temat odpowiedział, że się ze mną zgadza, dodał też, że jest takie miejsce, chyba gdzieś w Kanadzie, gdzie pory przejściowe są szybkie i bezbolesne. Chciałabym tak mieszkać.

/koniec

Ale... w sumie to dobrze jest. Teraz. We wrześniu. Chcę, żeby ten rok był najwspanialszy ze wszystkich. Chcę czegoś dokonać, coś przezwyciężyć, odkryć coś (i tak dalej)...
Jedno mam przynajmniej załatwione: ciągle coś mi się przydarza. Dziwne, drobne przypadki...
Wczoraj rozsypałam śmieci na schodach. Serio, cały worek. Ja to mam szczęście... Poza tym naprawdę mam szczęście: Olka mi pomagała. Kolejna jej zaleta, pomaga mi, a nie stoi pod ścianą z obrzydzeniem. Bo, co prawda nie było tam drastycznego mięsa, albo innych strasznych przypadków z obiadu, ale sałatka ziemniaczana wylądowała poza workiem (cała), a wkładanie tego do worka przy pomocy zmiotki i szufelki, a później wycieranie tego ze schodów nie należy do najprzyjemniejszych zadań.
Ale było to nawet, trochę dziwne, ale ja się serio z tego powodu cieszę. Chcę, aby moje życie było pełne zaskakujących sytuacji i przygód.


Tak się właśnie zastanawiałam, kto wymyślił przekleństwa.. Kto mianował 'kurwę', 'ja pierdola' i 'zjeba' słowami niecenzuralnymi? Dlaczego w ogóle tych słów używamy? Rozumiem, że czasem sytuacje wymagają takiego pożądnego "Kurwaaaa".
No ale bez przesady.
Nie chcę tu prawić kazań, nie, nie zrozumcie mnie źle. Ale po prostu to.. Takie puste. Przekleństwo jako przecinek, kropka, jako.. spacja?.
Nie tylko w necie, w życiu codziennym również..
A teraz się już przymykam, przecież 'prostować' Was nie będę. W ogóle po co?

***
Nadal się nie przyzwyczaiłam do wszędobylskiej radości. Nienaturalne to;)

***
Ponoć jestem ładna i będę modelką. JA? I nie mam najmniejszej ochoty do bycia modelką. Może i się do tego nadaję (to by było lekkie zaskoczenie -na zdjęciach najczęściej wychodzę jak ostatnia debilka), ale nie chciałabym po prostu! Żeby to, jak wyglądam miałoby być moją pracą? Nie, to nie ma sensu..:)
Z Olką (bo jakżeby inaczej) znalazłam się na ławce na skwerku i gadałyśmy o tym, co będziemy robiły po ukończeniu szkoły. Ja chcę być pisarką. Dziennikarką. Choć nieźle by było zając się aktorstwem...
Chociaż i tak bym pisała, i tak! Nie chcę się tu przeceniać, ale śmiesznie by wyszło, gdybym przez przypadek została znaną aktorką. Byłabym rzeczywistą Hanną Montaną! Niegdy bym nie chciała, żeby ludzie czytali coś, tylko dlatego, że byłabym znana! To byłby potężny cios. Nie, nie myślę o tym...

A już przy Hannie Montanie zostając, to macie tu coś megastycznie (użyłaby tego słowa zapewne Lucy Jessika Hartley, gdyby tu była; chociaż naprawdę to już go używa... By zrozumieć moje słowa przeczytajcie książkę i następne części) radosnego:



Taak, Hannah Montana, mało, a raczej wybitnie antyoryginalne. Ale ja w sumie lubię te piosenki, ten serial. Uwielbiam głos Miley. Nie znoszę za to tej całej akcji promocyjnej, tych teczek, długopisów, puzli i juz sama nie wiem czego. najgorsze jest to, że dostaje się taki badziew na urodziny! No, dziękuję, ale z wiekiem moje podniecenie takimi spopularyzowanymi gadżetami spada radykalnie. Dlatego na zaproszeniach na urodziny piszę czego oczekuję, czego wybitnie nie pragnę.
Ale od obsesji Hanną o wiele gorsza jest obsesja HSM. Nie zdziwiłabym się, gdym nie była jedyną dziewczyną w promieniu mili (nie ważne, że nie mam pojęcia ile to mila), która nie oglądała cudownego HSM'u. No, oglądałam 2 część, ale u koleżanki... I wcale nie czuję się z tego powodu oświecona.

[fragment pod piosenką napisany został przedwczoraj]


***

Mam pytanko do publiczności: zauważyłam totalny spadek komentarzy pod koniec wakacji. Teraz jest już normalnie, ale naprawdę: O co chodzi?? Może uznalście że jestem jakąś straszną jędzą, a może tak jak niewidoczność uznaliście, że moje notki są 'monotonne i długie'?
No, bo juz nie wiem...

Dziękuję Wam wszystkim za dobro, które czyniecie! (Jeśli oczywiście je czynicie)

Nie wiem, co mnie do tego dobra natchnęło, ale, bo... Chyba wiem. Zapisuję się na wolontariat w szkole. Byłam w Hospicjum z Zespołem (patrzcie: pierwsze notki), śpiewałam z nim na koncercie dla Hospicjum i te pe, ale ja chcę bardziej pomagać, organizować zbiórki karmy, to mnie kręci... ;)
Taak, chcę pomagać.
Jak to kiedyś odpowiedziałam na pytanie Niny "A wolałabyś, żeby w Afryce dziecko dostało jeść, czy dostać nawy ciuch?"
Oczywiście, że to pierwsze!!
Tagi: a takie tam
19.09.2011 o godz. 21:56
Nie. Zacznijmy od środka. Spaliłam deskę do krojenia, drewnianą. Oczywiście bez płomieni, i oczywiście nie celowo.. No, bo.. Zostawiłam deskę (a raczej Babcia Halina zostawiła) na kuchence, i przyz przypadek..., tak jakoś wyszło, że poczułam dym, kiedy odrabiałam matmę w pokoju, przyszłam do kuchni, a tam wszystko szare, przezaźliwie śmierdzi. Udało mi się jedynie wyłączyć grzejnik i wylecieć na przedsionek jak najszybciej się da -oczy zaczęły mnie strasznie piec. Tutaj muszę dodać, że jestem okropnie przewrażliwiona na punkcie zapachów. Nie chodzi mi o to, że mam jakąś obsesję, ale o to, że mam niezwykle wyczulony węch. A więc, zaczęło mnie trochę piec w gardle, dym zaczynał przedostawać się za drzwi, a ja nie miałam klucza do przedsionka, nie mogłam z tamtąd nawiać. Zapukałam więc do sąsiadki i szybko wyjaśniłam, w czym problem. W domu miała rodzinę, więc wszyscy mi pomogli, wyszłam na klatkę. Nagle przypomniałam sobie o czymś: Uszanka i Pyzik nadal są w kuchni. Na szczęście nic im nie było. Spędziłam trochę czasu na klatce schodowej i wreszcie weszłam do domu. Było już nawet znośnie, ubrałam spodnie (które, prawdę mowiąc przerażająco wyglądały razem z moją bluzką, ale cóż. Trzeba było wiać z tego domu..), wzięłam klucz, telefon, świnki i wyszłam na podwórko. Na podwórku nic nowego się nie zdarzyło: zawsze te same kochające mnie dzieci. Wnerwia mnie, że nie zjawia się tu ktoś bardziej w moim wieku. Ktoś fajny w moim wieku. Nie będę omawiać tego ze szczegółami (zajęć na podwórku), bo.. Po co! To, co zawsze...

Tylko, że o ósmej chyba już wszyscy sbie poszli, zrobiło się dość ciemno, a ja z Szymkiem (bratem) zostaliśmy i byliśmy;) No, dobra, wzięliśmy wcześniej piłkę, i robiliśmy coś w rodzaju koszykówki, siatkówki i piłki nożnej zmutowanej razem z resztą. i to w wykonaniu kompletnych oferm. W sumie, to nawet nieźle mi szło..;) Byłam raczej beznadziejna, co w moim przypadku, -jeśli chodzi o jakiekolwiek sporty (oprócz pływania)- oznacza coś pozytywnego. Pomyślałam sobie, że powinnam nie trochę usprawnić na tym polu...

Kończę. Zdecydowanie zbyt wsześnie, ale takie są zasady...


Ale nie. Tę notkę która nie chciała się dodać dwa dni temu, kiedy ją napisałam, teraz kończę.
Naprawdę przepraszam, że ostatnio tak mało piszę, i tak mało... szczegółów? Znaczy w notkach. Naprawdę, to nie moja wina, po prostu tata wraca za późno i nie daje mi kompa. A, właśnie, Okazało się, że mój kochany wysłużony laptop jest nie do naprawienia. Jest do naprawienia, co prawda, ale się ponoć nie opłaca... Tak powiedział ten facet od naprawy komputerów. Tata powiedział, że kupi mi nowy, znaczy używany, ale nowy dla mnie. Chciałabym mieć taki sam, jak tamten, z kilku względów: 1-mogłabym przełożyć po prostu twardy dysk, 2-przyzwycziłam się do niego! Do klawiarury, tych różnych rzeczy. Nie chcę tego zmieniać! Poza tym, muszę mieć taki malutki, najmniejszy rozmiar, od dużego bolą mnie oczy, męczę się, klawiatura jest za duża trochę... Zaczęłam się tak uśmiechać jak ten facet powiedział, że nie jest go łatwo zapłacić, że się nie opłaca. Teraz już się nie cieszę, ale wtedy się cieszyłam, bo (jeśli któś czytał notkę z 4 lipca, to wie) mój brat go rozwalił, a że tata powiedział, że będzie płacił, jeśli trzeba będzie kupić nowy, więc będzie płacił. Tata na to, że zapłaci tylko cenę, za którą tata wymieniłby zawiasy. Bo to taty wina, że nie zaniósł latopa do naprawy od razu. ma rację...

***

W szkole, a raczej w naszej klasie jest nowy. Prawie co rok dochodzili, i odchodzi od nas nowi uczniowie... Tym razem to taki wyrostek, kumplet Ostatniego Idioty. On w sumie jest nawet śmieszny, ale.. Nic nie zmienia faktu, że jest od nas (mojej klasy) starszy o dwa lata. Nie przeszedł trzeciej klasy dwa razy. Ten nowy jest taki sam, jak OI (Ostatni Idiota), tylko jakis taki... Trochę inny. Jakby bardziej.. No, nie wiem. Taki jakis lepszy. Ujmijmy to tak: nie kopie czasem ludzi, jak mu się podoba. Strasznie wysoki jest, OI jest jak kulka: grubiutki i niziutki.
Poza tym, ten nowy...
On sie we mnie buja.
Szok. Może dlatego, że nikt z klasy w sumie nie zaprzątał sobie mną głowy (chociaż i tak to banda świrów), a może dlatego, że... A ja nie wiem! Jak mi Olka powiedziała, że on się we mnie buja, to pomyślałam, że to raczej nie jest prawda, bo pewnie tylko będzie mnie tak wnerwiał całe życie, jak OI Oliwkę...
A tu nagle, że on chyba naprawdę się we mnie buja. Ten imbecy powiedział, że mam 'fajne ciało'. No to, to już jest bezczelne!

No... Ale serio. Przedwczoraj po WF-ie OI & Olka próbowali nas ze sobą umówić! Taak, to naprawdę jest trochę dziwne... On od pierwszego dnia lekcji sie na mnie gapi (wkurzające było to bezczelne oglądanie mnie od tyłu na WF-ie!). Ciągle do mnie coś gada. A OI yacyzna mnie traktowa jak.. W kadzm razie nie jak pierwszą lepszą, z której można się ponabijać. Ten Nowy (Adrian) jako pierwsza osoba naświcie chyba zauważył, że kompletnie ignoruję OI, kiedy jakieś głupoty na mój temat opowiada. I że się garbię.. strasznie.
Ma rację.
Z garbieniem się.


No i mam to, po chciałam! Chciałam dziwnych okoliczności, mam.

I jestem bardzo, bardzo zadowolona:)
Tagi: a takie tam
16.09.2011 o godz. 22:34
Kocham deszcz... Nie taki, od którego jesteś tak przemarźmięty i jedynym twoim życzeniem jest znalezienie się poza zasięgiem rażenia, ale obfity deszcz.. kiedy jestem ubrana tak, że jest mi mokro, ale w jakiś sposób jest mi dość ciepło... Taak, kocham, kiedy deszcz pada mi na głowę, chłodne strużki spływają mi po twarzy... Zawsze ściągam kaptur.

Jestem dziwna. Może ekscentryczna...
To takie dziwne. W tych czasach nazywanie się 'dziwną' jest w jakiejś mierze... komplementem? przechwałką?
Tak to przynajmniej odbieram. To... jest głupie.
Ale, czy ja jestem dziwna...

***

Szukam avka. Idealnego avatara który będzie potrafił oddać mnie. Milk(e)ę. chyba nie ma idealnego, lecz są różne. Luna Lovegood w jakimś stopniu jest trochę taka jak ja: raczej nieobecna, marzycielka, trochę.. tak, jakby.. INNA?

***

Teraz powinnam zapewne napisać o tym wszystkim... O tym, jak byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, o tym, jak poszłam do szóstej klasy, otym, że ten mój wiek bardo mi odpowiada, o tym, że lubię w jakimś stopniu, kiedy coś niewygodnego mi się przydarza, że ostatnio ciąglę dostaję ataków głupawki i cieszę się, nie wiem z czego (ze wszystkiego- to bardzo podejżane), o tym, że prowadzę bardzo ciekawy (i nieco ironiczny) pamiętnik, o tym, że napisałam to prawie wszystko w notkce, która się SKASOWAŁA, kiedy nie chiała się przesłać kilka dni temu...
a więc: o wszystkim...

Najsześliwsza dziewczyna na .. Dość mocne słowa, miały być zapisane w notce, w końcu skończyły tutaj. Tutaj, dość nieporadnie.. Albo inaczej: poradnie, ale trochę zbyt... krótko. <teraz przeczytajcie tamtą notkę w linku, żeby czytać resztę>
Jak napisałam w czerwonym zeszycie dnia 30 VIII 2011 r.:
"Mam nadzieję, że mój balon szczęścia nie opadnie szybko, lub nie zostanie przekłuty w piątek przez jakąś wyjątkowo paskudną lekcję"

Dobre słowa, dobre do tej sytuacji.
Nie, nie. Dobre dla tych sytuacji. Żebyście je w pełni zrozumieli, przytoczę Wam tu kilka zdań z Czerwonego Zeszytu, oraz coś napiszę oczywiście;)

"-taa... : w piątek już lekcje. lekkie zniechęcenie do nich miesza się z podnieceniem, jakiego chyba jeszcze nie wyczuwałam nigdy. Nidgy nie podniecałam sie szkołą od czasu, kiedy to zwróciłam uwagę na to, że jest obowiązkiem dość praszywym. (...) na tych wakcjachprzeszłam ostateczną przemianę. Znaczy ją zakończyłam, teoretycznie. Bo prawdziwy egzamin z praktyki jeszcze przede mną.
Zadje się, że zaczęłam dzisiaj. Dzisiaj pierwszy trening DNA, keszcze przed naborem. Wreszcie poczułam, że żyję."

2 IX 2011 r.
Świetny dzień!
Jak na razie przynajmniej.
[Na technice] będziemy uczyć się wszywania guzików (pierwszy semestr) -prościzna, i haftowania krzyżykowego (drugi semestr). (...) Będę miała szóstkę w kieszeni! Może przyniosę coś mojego wyrobu, np. szmacianą lalkę Witch z ubrankami, którą kiedyś dałam Nat na gwiazdkę. Jeśli, oczywiście jeszcze ją ma, w co troszkę wątpię.
(...) Na religii było super. [Jest] słonecznie (klasa jest szczególnie nasłoneczniona, poza tym kolorystyka w klasie jest drewniano-żółta, co oznacza, że promienie słoneczne -przedzierające się przez brązowe żaluzje- są złote, co powoduje, że ma się ochotę do życia - na wspaniały początek piątku)"

3 IX 2011 r.
(...)Ale poza tym szczęśliwa.
Głupawe szczęście, radość, wariacki śmiech do samej siebie, uśmiech szleńca... Próba sklecenia kilku sensownych zdań na blogu... (z początku) zakończona fiaskiem. (...) Podczas razem z Szymkiem 'złapaliśmy bit' i zaczęliśmy śpiewać, uderzać w różne...
-szklanki
-lampionem w biurko
-i mn óstwo innych: w zasadzie WSZYSTKO, co było pod ręką.
(...)Jedno słowo: CIAKUM. (...) [] i koniec końców nagraliśmy tką 'wersję demo' na iPhonie taty."


4 IX 2011 r.
"Mam w sobie tyle radosnej, wariackiej energii, że zaraz wybuchnę."
***
To były owe strzępki Czerwonego Zeszytu. Bardzo strzępkowate, ale więcej nie ma cierpliwości (i czasu) przepisywać. A byłoby tego dużo...
Hmmm... Wiecie, co? Nic tak nie daje mi spokoju wewnętrzego oraz relaksu, niż bębnienie w klawiaturę z prędkością światła. Muzyka dla moich uszu. Tylko że nie można patrzeć na ekran.

Hmmm... po raz drugi:
Jestem szóstklasistką. Mam dwanaście lat. Powiedzmy, że tu na blo jestem osobą... dość młodą;). Większość osób, które ciekawie piszą mają 14/20 lat. Ja mam dwanaście. I pół. Urodziłam się w lutym. Dla niektórych to mało. Dla mnie to akurat tyle i ile chcę.
To trochę zabawne, bo zawsze chciałam mieć mniej, lub więcej lat. Zawsze, ale nie dzisiaj. w tym wieku.. on mi odpowiada.
Pierwszy raz w życiu czuję się akurat taką, jaką jestem. Ale nie taką kolejną Barbie z toną tapety na twarzy.. ja się nie maluję. jeszcze czego! Oczywiście, że kiedy przyżywałam kryzys wieku ośmio/dziesięcio-letniego, to myślałam, że tak jest super, cool i 'na czasie'. Ale teraz jestem, no... może jeszcze nie kobietą. Ale osobą świadomą.

Osobą w jakiś sposób dojrzałą...

Co by tu jeszcze...
Aha! Napomknęłam coś o tym, że lubię, kiedy czasem doświadczam nizbyt miłych sytuacji, wnerwiających... Wiecie zapewne, o co mi chodzi.
Ale nie wiecie jeszcze tego o mnie. Nie chodzi oto, żebym była jakąś masochistką (bo nią nie jestem!), ale jak przyszła autorka...
Jakaś część mnie chce, żebym.. nie, może nie cierpiała, przynajmniej nie fizycznie, ale żyby było coś w tym stylu.. Nie wiem, czy mnie zrozumiecie tak, jak ja to rozumiem... Chociaż... ja tego nie rozumiem!:) Przynajmniej nie do końca. Ale tak właśnie chciałabym żyć: jak główna bohaterka powieści: ale nie jakiegoś strasznego badziewia, tylko książki, którą z czystym sumieniem można nią nazwać. Ehh, taka główna bohaterka... Doświadcza wielu cierpień, miejszych, lub większych, popełnia błędy, lub ktoś popełnia je za nią...

-Ale ma przyjaciela.
No właśnie..;( Tym się różnię. Każdy (prawie) bohater ma wsparcie, ma kogoś, kto będzie z nim... Nie mam.
Chcę.
To znaczy...
-Potrzebuję!
Prawdę mówiąc, to ja bym wolała, żeby wszyscy mnie nienawidzili, a jedna osoba byłaby zawsze murem za mną.


Olka jeszcze sobie nie zasłużyła na takie miano... Ale jest, wróciła do szkoły z wakacji (wreszcie!) i mam przynajmniej...
No dobra.
Mam przyjaciółkę.
Ale...............
Ale cieszę się. Wreszcie ma kogoś, z kim mogę swobodnie gadać na każdej przerwie kogoś, do kogo mogę się udać, kogoś, kto powie: 'lubię cię, wiesz?'
Wiec dlaczego rozpaczam? Nie, ja nie rozpaczam. Opanowało mnie takie szczęście (nie z powodu Olki), że cieszę się nawet z matmy. Troszkę;)...
Dziwi mnie to. Pewnie dlatego, że każdy ma tak na codzień, ale ja przez pół roku byłam w stanie rozpaczy, żaliłam się bratu i tacie (!), że dla mnie to coś nowego. Tak, to prawda. Jestem w ciężkim szoku. I nie przywykłam jeszcze do tego, iż posiadam przyjaciółkę.

Boże Święty! To jest chyba mój ulubiony temat;)

09.09.2011 o godz. 22:31
oto część pierwsza dwuczęściowej notki na dzisiaj:)




Tak, byłam na (w, nad, pod, nie wiem, jak to się pisze) Węgrzech. Z tatą i bratem. Z Niną i jej synem, dorosłym. Wakacje z Niną są, jakby to powiedzieć.. umiarkowane? Nie ma ekspresji, to przecież taty znajoma, nie można z nią robić ciekawych rzeczy.. Chociaż w sumie, to na krótszą metę to się bardzo dobrze dogadujemy. Tylko na dłuższy dystans.. Jest toksyczna dla taty. On uważa ją za swojego mentora w kwestii wychowawczej, jakby nie popełniała błędów.
To jest okropne, bo jej metody.. Tata pozwala jej nas wychowywać, twierdzi że on jest w tej kwestii zupełnie zielony, że system Niny jest cudowny i idealny, a to guzik prawda.
Muszę chyba ratować to, co z niego zostało, bo ja nie chcę tak! nie dlatego, że tata zwykle pozwalał nam na dość dużo, przymykał oko na nasze wybryki: najpierw strasznie się denerwował, wrzeszczał, a potem nas przepraszał, mówił, że on nie potrafi inaczej, nie potrafi spokojnie.. A potem się uspokajał, chyba że znowu była afera o coś. Dla mnie to było dobre.
Teraz strach obejmuje moje oczy łzy zbierają się w ciemnych zakamarkach duszy, na myśl o tym, że mogłoby się to trwale zmienić. Czemu?

Boję się! Boję się, że mogłabym zacząć myśleć o tacie tak, jak myśli o swoich rodzicach większość osób, które znam. Nie chodzi mi o to, że ja doceniam tatę, ponieważ mam tylko jego, a inni tego nie widzą, bo posiadają obu rodziców i nawet przez myśl im nie przejdzie, że kiedyś mogłoby się to zmienić. Chociaż może, troszkę..
Ja się boję tego, bo zawsze traktowałam tatę jak wspólnika, nigdy nie myślałam o nim źle, nigdy nie pomyślałam o nim "nienawidzę go!". A z tego, co słyszałam, co niektórzy myślą o rodzicach, to jestem niemal święta. Jasne, że pyskuję, jasne, że się nie słucham. Ale szanuję.

Zawsze szanowałam..
Muszę to ratować, zanim będzie po wszystkim.


A teraz takie jakby opowiadanie, zdanie relacji które opisałam tuż po przybyciu do apartamentowca w Węgrzech:



-Tutaj?- nie wiedziałam, czy się cieszyć. jeszcze raz obejrzałam się za siebie, z niezbyt zadowoloną miną. Stał tam budynek, wysoki i szeroki hotel. Hotel Beka. Spojrzałam na klamkę przed sobą i jeszcze raz za siebie. pomyślałam o cudownych kanapach, o eleganckim wystroju. tam miałam mieszkać przez następne trzy dni. Ciekawe, jak mógł wyglądać mój apartament..
-Jak to się otwiera? - do rzeczywistości przywrocił mnie głos taty - Może zamknięte?
Ten budynek był zupełnie inny - biały, z (...)



Grrrrr...!!
Jestem wściekła!
Miałam tyle przepisane (z pamiętnika) całe dwie strony i co?! I gówno, się skasowała połowa jak próbowałam przesłać notkę.. Na szczęście nie miałam jeszcze przepisanych wszystkich stron..

Później uzupełnię resztę, teraz mi się nie chce, mam notkę do przesłania!

+piosenka
Zakochałam się!!
Jest genialna<3


29.08.2011 o godz. 22:29
milkaa
diary of fucking reality
Skąd: spomiędzy prologu, a rozdziału pierwszego
O mnie: Składam się z dwóch różnych osobowości: naiwnej, pewnej siebie gwiazdy i wrażliwej romantyczki, która chciałaby zbawiać ludzkość jak Superman.. Wariatka, która potrzebuję chwili uwagi. Zwykła dziewczyna, która chciałaby coś osiągnąć. Cała ja.
statystyki
sekcja użytkownika
Harry Potter Magical Wand PustaMiska - akcja charytatywna proszę, klikajcie codziennie, to nic trudnego, a może wiele:)